[X zamknij]

Niniejsza strona korzysta do celów statystycznych z systemu statystyk Google Analytics bazującego m.in. na plikach typu cookie. Jeśli nie chcesz, by Twoja przeglądarka zapisywała pliki cookie zmień jej ustawienia stosując tę instrukcję. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na wykorzysywanie plików cookie. Szczegółowe informacje na temat systemu Google Analytics i polityki prywatności
test PR
A A A | drukuj

baza wiedzy > Czytelnia PR > Pozostałe

 

Poprzednia12Następna

 

Skazani na współPRacę

Artykuł opublikowany w maju 2000 r. w magazynie "Marketing Serwis". Był reakcją na artykuł Dominiki Wielowieyskiej w "Gazecie Wyborczej" opisujący korupcję wśród dziennikarzy. Według Wielowieyskiej dziennikarzy korumpuje m.in. branża public relations...

Zarówno media, jak i branża PR muszą wypracować własne kodeksy etyczne lub pilniej przestrzegać regulacji już istniejących. Zasady współpracy obu stron powinny być jawne i dla wszystkich oczywiste. W krajach, gdzie takie zasady istnieją posądzenia o korupcję w mediach należą do rzadkości.

"Wnioski są przygnębiające. Wielu dziennikarzy zarabia pieniądze w reklamie i branży public relations. Na masową skalę biorą prezenty - także drogie - od firm, o których piszą. Zdarzają się też po prostu łapówki za artykuły."
Dominika Wielowieyska, "Gazeta Wyborcza"

Artykuł Wielowieyskiej dotyczył przede wszystkim dziennikarzy, ale pośrednio dotknął także środowisko public relations. Choć autorka tekstu nie zarzuciła tej branży niczego wprost, z treści artykułu wynika, że za naganne zachowania dziennikarzy w dużym stopniu odpowiadają specjaliści PR, którzy wręczają kosztowne prezenty, zapraszają na atrakcyjne wyjazdy zagraniczne - jednym słowem - korumpują.

O ile Dominika Wielowieyska zastrzega, że niewłaściwe zachowania nie dotyczą całej społeczności dziennikarskiej, że jest wielu dziennikarzy zachowujących się etycznie o tyle nie padło ani jedno takie zastrzeżenie dotyczące specjalistów PR. Wyłania się z tego niezbyt pochlebny wizerunek polskiego PR, który po prostu nie jest zgodny z prawdą.

Dobre i złe

Fakt, że na niektórych konferencjach prasowych wręcza się dziennikarzom laptopy lub bardzo drogie telefony komórkowe jest dla branży PR tak samo wstydliwy, jak dla środowiska dziennikarskiego to, że są redaktorzy, którzy na konferencje przychodzą tylko po to, by dobrze zjeść i dostać jakieś fanty.

Organizowanie wyjazdów prasowych bez przygotowania wartościowego programu merytorycznego jest równie żenujące z punktu widzenia rzetelności PR, jak pisanie artykułu pozytywnego dla jakiejś firmy ze względu na otrzymany prezent. Po prostu istnieje dobry i zły PR, tak samo jak dobre i złe dziennikarstwo.

We wciąż młodym sektorze polskiego PR nie wszyscy jeszcze rozumieją, że najcenniejszą wartością, jaką można przekazać dziennikarzowi jest rzetelna, dobra informacja, a nie - mniej lub bardziej drogie dodatki dołączane do materiałów prasowych. Można nawet zauważyć pewną prawidłowość - prezenty bywają tym cenniejsze, im słabsza jest informacja, którą próbuje się zainteresować media.

Posiłkowanie się cennymi prezentami lub kosztownymi wyjazdami nie stanowi jednak normy działania polskiej branży PR, a jest jedynie wstydliwym marginesem. Niestety, z artykułu Dominiki Wielowieyskiej nie można wysnuć takiego wniosku.

Chcąc nie chcąc "Gazeta Wyborcza" pogłębiła niezgodne z prawdą stereotypy i zwiększa nieufność między PR a mediami. Efektem tego było np. to, że po publikacji artykułu Wielowieyskiej dziennikarze "Gazety Wyborczej" odwoływali swój udział w wyjazdach prasowych, w których chęć uczestnictwa wcześniej zgłaszali. Czy jest to najlepsze rozwiązanie problemu? Jestem przekonany, że nie.

Czyja prawda

Korzyści materialne i niematerialne odnoszone przez dziennikarzy poza pensją i wierszówką to chyba najbardziej delikatna sprawa w tej profesji. To tabu, które "Gazeta Wyborcza" postanowiła przełamać. Jako najsilniejszy tytuł prasowy w Polsce dziennik ten miał do tego prawo, może nawet obowiązek.

Środki masowego przekazu nie bez powodu są nazywane czwartą władzą. To do nich należy obecnie "rząd dusz" a dziennikarze i redaktorzy zdają sobie z tego sprawę. Kluczowym narzędziem tej władzy jest tzw. gatekeeping, czyli selekcja informacji.

Dziennikarz bądź wydawca (gatekeeper) - decydując o tym, jakie informacje opublikować, a jakie nie - ma ogromny wpływ na to, jak przedmiot danej informacji będzie postrzegany przez odbiorców, a nawet czy w ogóle dana informacja dotrze do czytelników, widzów, czy słuchaczy.

Korupcja w mediach pojawia się wtedy, gdy ktoś usiłuje wpłynąć na ten proces poprzez przekazanie jakiejś korzyści majątkowej dla gatekeepera. Tak pojawiło się fatalne dla polskiego świata mediów i unikalne w skali europejskiej zjawisko kryptoreklamy, które dławi nie tylko krajowy sektor public relations, ale i same media. Walka z kryptoreklamą przynosi jednak czasami efekty dalekie od zamierzonych.

Co na poboczu Kilka lat temu FIAT Auto Poland sfinansował w Warszawie znany masowy bieg uliczny. Jego uczestnicy mieli logo firmy na numerach, czapeczkach. Realizatorzy ogarnięci fobią kryptoreklamy nie wiedząc jak sfilmować biegaczy, aby nie pokazać logo FIATa postanowili pokazać same nogi uczestników biegu.

Wyglądało to komicznie i było pozbawione rozsądku. Taki gatekeeping sprawił, że widzowie nie zobaczyli znaków firmowych FIATa, który wydał duże sumy na społeczną imprezę, za to w zbliżeniu oglądali produkty firm, które na ten cel nie wydały ani grosza - buty Nike, Adidasa, Pumy. Takie zjawiska w mniejszej lub większej skali obserwować można w telewizji niemal co dzień.

Oczywiście drażnić może fakt, że podczas zdjęć z testu niemal każdego samochodu w programie "Auto Magazyn" na poboczu zawsze stoi bordowy Seat Toledo, ale zjawiska takie nie oznaczają, że sam fakt oddawania przez firmy samochodowe aut do testów jest naganny.

Dziennikarze motoryzacyjni rzeczywiście najczęściej korzystają z hojności firm samochodowych, które zapraszają ich na prezentacje nowych modeli w atrakcyjnych turystycznie zakątkach Europy lub dają najnowsze auta do testów.

Ale w jaki inny sposób dziennikarze ci mieliby zapoznawać się z nowościami na rynku? Powstaje pytanie, czy czytelnicy takich pism, jak "Auto Świat", "Motor", rubryk motoryzacyjnych w dziennikach i magazynach czy programów "Auto Magazyn" lub "Automaniak" chcieliby, aby dziennikarze nie testowali samochodów, nie jeździli na salony motoryzacyjne i nie opisywali swych wrażeń?

 

Poprzednia12Następna

 

powrót +


firma | usługi | szkolenia | referencje | klienci | biuro prasowe | baza wiedzy | akademia sztuk komunikacji | kontakt | mapa serwisu | cookies |

powrót na górę


2010 © ALERT MEDIA Communications Sp. z o.o. |
produkcja: artpage.pl