[X zamknij]

Niniejsza strona korzysta do celów statystycznych z systemu statystyk Google Analytics bazującego m.in. na plikach typu cookie. Jeśli nie chcesz, by Twoja przeglądarka zapisywała pliki cookie zmień jej ustawienia stosując tę instrukcję. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na wykorzysywanie plików cookie. Szczegółowe informacje na temat systemu Google Analytics i polityki prywatności
test PR
A A A | drukuj

baza wiedzy > Czytelnia PR > Komunikacja kryzysowa

 

Poprzednia123Następna

 

Dwie relacje

Od Ciebie zależy, jak kryzys Twojej firmy pokażą media

Jest piątek, późne popołudnie, kiedy wszyscy myślą już o weekendzie. Zgodnie z Prawami Murphego właśnie w takim czasie najczęściej wybucha kryzys. Załóżmy, że w Twoim zakładzie produkcyjnym doszło do wybuchu jakiejś substancji, np. gazu. Są ranni.

Informacja na ten temat dotarła do Ciebie kilka minut od zdarzenia, ale już następnych kilkanaście minut później dzwoni do Twojej firmy Radio Zet, które chce sprawdzić informację o wybuchu i rannych. Wiadomość tę rozgłośnia otrzymała poprzez Czerwony Telefon - specjalny numer, na który można dzwonić i otrzymać 1000 zł za dobry "cynk", jakiego nie mają dotąd inne media. Nie znasz jeszcze sprawy, dlatego odmawiasz komentarzy wściekając się skąd nastąpił tak szybki przeciek do prasy.

Kilka minut później Radio Zet i tak podaje informację przerywając program. Telefony się rozdzwaniają - telefonują inne rozgłośnie, prasa i - co gorsza - telewizja.

Konsekwentnie odmawiasz wszelkich informacji. Tym bardziej, że masz poważniejsze sprawy na głowie - sam wypadek. Przyjechało pogotowie, opatrują właśnie dwóch rannych. Trzeba zabezpieczyć teren a przede wszystkim zebrać jakieś informacje. Godzinę później pod bramą zakładu stoi już mały tłumek dziennikarzy.

Media wszystkich typów słuchają uważnie rozgłośni radiowych, które są najszybszym nośnikiem informacji. Wiadomość Radia Zet - tzw. breaking news - zelektryzowała wszystkie redakcje. Przykro to przyznać, ale większość wydawców informacyjnych dobrze zdaje sobie sprawę, że nic tak nie ożywia wiadomości jak trupy. Ranni też dobrze się sprzedają.

Dlatego dziennikarzy pod bramą przybywa. Strażnik zamknął bramę i pilnuje, by nikt nie dostał się na teren zakładu. Jest dla dziennikarzy raczej niemiły. Telefony dzwonią - bez odpowiedzi. Tak zresztą radził prawnik firmy. Sekretarka woła Cię, że TVN24 właśnie zaczyna relację na żywo spod bramy zakładu. Relacja brzmi tak:

Relacja nr 1:

"W zakładzie produkcyjnym koncernu XYZ doszło przed niespełna dwoma godzinami do wybuchu, w wyniku którego są ranni pracownicy zakładu. Nie wiemy, czy jest to kilka, czy może nawet kilkadziesiąt osób.

Nie wiemy też, co wybuchło. Prawdopodobnie cysterna z kilkoma tysiącami litrów alkoholu etylowego wykorzystywanego do produkcji. Wypadek był chyba poważny, bo przyjechało kilka, co najmniej pięć, karetek pogotowia. Dwie już wyjechały. Nie wiemy dokładnie, co się stało, bo nikt nie chce nam przedstawić oficjalnych informacji.

W firmie XYZ nikt nie odbiera naszych telefonów i nie chce nas przyjąć. Strażnicy pilnują, by na teren zakładu nie wpuszczać dziennikarzy. Gdy poprosiłem strażnika, aby otworzył bramę usłyszałem:

Tu pojawia się tzw. setka, czyli nagrany kilka minut wcześniej materiał filmowy, na którym strażnik wypychając dziennikarza mówi tylko jedno stanowcze zdanie: "Derektor medii kazał nie wpuszczać!" (autentyczne zdanie usłyszane niedawno w polskiej telewizji)

Zakład przed którym stoimy, to ten sam, który niedawno zapowiedział zwolnienie kilkudziesięciu osób. Jeden z byłych pracowników firmy ABC, który woli pozostać anonimowy, powiedział nam, że wcale się nie dziwi, iż doszło do wypadku, bo o bezpieczeństwo pracowników w tej firmie po prostu się nie dba i w ogóle się nie szanuje pracowników. Świadczyć mogą o tym choćby planowane zwolnienia.

Być może wypadkowi ulegli pracownicy, którzy mieli być zwolnieni. Najważniejsze pytanie, na jakie nie mamy odpowiedzi, to ile osób ucierpiało od wybuchu i jak poważnie są ranni. Jedno jest pewne - doszło do poważnego wypadku i to najprawdopodobniej z powodu rażących zaniedbań firmy XYZ w dziedzinie bezpieczeństwa. Będę tu na miejscu próbował zdobyć jakieś informacje dla Państwa."

Można mieć żal, że relacja jest niesprawiedliwa. Wypełniona krzywdzącymi spekulacjami. Informacje nieścisłe. Skala problemu stanowczo wyolbrzymiona. Nie należy jednak winić media za takie relacje. Dziennikarze przekazują te informacje, jakimi dysponują.

To ich zawód. Z tego żyją, by wypełnić czas antenowy, strony swych pism. Od firmy XYZ nie dostali nic. Co więcej XYZ nie zrobiła nic, by zapanować nad przepływem informacji otwierając pole do spekulacji i oddając głos osobom nieżyczliwym firmie. Media tym chętniej przekazują takie nieżyczliwe opinie im bardziej odmówi się współpracy z nimi, im mniej rozumie się ich potrzeby.

Istnieje wiele zasad tzw. Crisis Communications Management, czyli zarządzania sytuacją kryzysową, które pozwalają uniknąć negatywnego przekazu w mediach i chronią przed eskalowaniem problemu w środkach masowego przekazu. Oto sześć najważniejszych z nich.

#1: Przygotuj się do kryzysu

Jeżeli spojrzy się na większość kryzysów, to najczęściej wybuchają z przyczyn najbardziej prawdopodobnych i przewidywalnych. Czy linie lotnicze mogą się spodziewać, że spadnie im któryś z samolotów? Czy Winiary mogły być przygotowane na to, że dojdzie do skażenia np. salmonellą niektórych ich produktów? Czy Kredyt Bank mógł się liczyć z tym, że w którymś z oddziałów może dojść do napadu? Oczywiście!

To dotyczy każdej firmy - stosunkowo łatwo sporządzić listę najbardziej prawdopodobnych zdarzeń, jakie mogą wywołać kryzys. I najczęściej to one właśnie się zdarzają. I do nich można się przygotować. Ale najczęściej tego się nie robi. Dlaczego? W większości firm panuje bowiem przekonanie, że nie można się przygotować na wszystko, więc nie przygotowuje się do żadnego z potencjalnych scenariuszy.

Inna przyczyna to arogancja - wielu menadżerów jest po prostu tak pewnych siebie, że są przekonani, iż "dadzą sobie radę" z każdym kryzysem. Trzecią z najważniejszych przyczyn jest brak odpowiedniej pomocy. Kryzysowy plan medialny nie jest czymś, co można przygotować amatorskimi metodami. Wiele planów kryzysowych to wzory jak doprowadzić do katastrofy. Plany kryzysowe powinni przygotować doświadczeni profesjonaliści. A tych wciąż w Polsce jest niewielu.

 

Poprzednia123Następna

 

powrót +


firma | usługi | szkolenia | referencje | klienci | biuro prasowe | baza wiedzy | akademia sztuk komunikacji | kontakt | mapa serwisu | cookies |

powrót na górę


2010 © ALERT MEDIA Communications Sp. z o.o. |
produkcja: artpage.pl